Pożegnanie!

1 | dodaj
Hej, no to ten było fajnie, było aktywnie, było miło, ale no właśnie... było. Wszystko ma swój czas. Jedni trochę dłuższy, drudzy krótszy. A ADR miał krótszy. Tak więc i oto nastąpił koniec tego bloga.
Dziękuje tym którzy rzeczywiście się udzielali, którzy rzeczywiście mieli jakiś udział w tym. Nie ma co przedłużać. To koniec.

Zawody (uczestnicy) #3

1 | dodaj
Naszą akademie na zawodach w MU reprezentować będą:

  • Vivienne Dennis z Bajou Du Rouet
  • Andy Biersack z Pass Away'em
  • Adelaide Brash z Chacco Blue
  • Lara Llewelyn na Garethcie
  • Christian Lee Shyer na Baromie

Dwie postacie odchodzą.

0 | dodaj
Nathaniel i Kordian odchodzą z akademii Du Rouet.

Od Adelaide

0 | dodaj
Powoli docierał do mnie fakt, że dzisiaj, muszę wyjechać z mojego miasta. Nowa Zelandia, a Wielka Brytania to kawał drogi, co było dobijającym faktem. Nie lubię latać samolotami. A już w szczególności, gdy będzie to trwać szmat czasu. Chacco został już przetransportowany do akademii cztery dni temu. Teraz kolej na mnie. Nie chciałam zostawiać Auckland. Wydarzyło się tu tyle rzeczy. Miałam do tego miejsca duży sentyment. Co prawda wydarzyło się tu wiele ‘’przykrych’’ rzeczy, ale były też miłe momenty. Ale tak czy siak, decyzja została już podjęta, Chacco został już przetransportowany, odwrotu od tej decyzji już nie ma. Trzeba stanąć do walki zwanej ‘’nawiązywaniem kontaktów” z podniesionym czołem. Znając mnie pokłócę się z kimś już pierwszego albo drugiego dnia, jak to mam w zwyczaju. Chociaż w sumie niezależny mi na przyjaciołach. Jadę tam tylko zdobyć doświadczenie z jazdą i dlatego, że moi rodzice chcieli się mnie ”pozbyć” wcześniej. No cóż.
Powoli zbliżałam się do bram akademii, która zajmowała dziewięćdziesiąt procent wioski w której się znajdowała. Podróż była niesamowicie męcząca, jedyne co chciałam to zamknąć się szczelnie w pokoju i pójść spać. Ale nie. Musiałam podpisać jakieś papiery, ogarnąć Chacca i Denzela i wypakować się, a na dodatek w Anglii było wczesne popołudnie. Auto zaparkowało na parkingu pomiędzy innymi pojazdami, a ja wraz z rodzicami wysiadłam z auta. Powoli analizowałam środowisko. Łąki, stajnie, budynku, ujeżdżalnia… Nie wygląda źle.
- Zachowuj się tylko. – Warknęła moja matka.
Chciałam już coś powiedzieć, lecz mój ojciec przerwał mi prawie natychmiast.
- Nie chcemy słyszeć jakiś skarg na ciebie.
Przewróciłam oczami i sapnęłam, podpinając smycz do obroży Denzela.
- Możemy iść? – Spytałam złośliwie, przerywając moim rodzicom rozmowę.
Oboje spojrzeli na mnie, po czym na siebie i ruszyli w stronę stajni, jak podejrzewam. Denzel szedł przy mojej nodze, obserwując środowisko, czając się czy za rogu nie wyskoczy coś groźnego. Gdy weszliśmy do budynku, moim oczom ukazała się całkiem pokaźna i wystrojona stajnia. Szłam za rodzicami, bo sama nie wiedziałam gdzie coś jest, więc wolałam się nie zgubić pierwszego dnia. Nagle Denzel zaczął szczekać, robiąc poruszenie wśród koni, matka spojrzała na mnie wrogo, a ja natomiast pacnęłam Denzela.
- Mówiłam, że pies to zły pomysł. – Rzuciła uszczypliwie moja jakże szanowna matka, która pewnie tak jak ja cieszy się, że tylko godzina, góra dwie dzieli nas od rozstania się na parę lat. Piękne uczucie.
Weszliśmy do biura pana Dennisa. Przedstawiliśmy się. Moja matka podczas caaałej rozmowy była tak uśmiechnięta i miła, że sztuczność było od niej czuć na kilometr. Ojciec natomiast słuchał uważnie całej rozmowy, od czasu do czasu dopytując się o coś. A ja siedziałam znużona całą tą rozmową i tym, że moi rodzice tak pięknie potrafią udawać dobrych i przykładnych rodziców. Czekałam tylko na koniec tej jakże przyjaznej i udawanej pogawędki, a czas ciągnął się niemiłosiernie. Ale w końcu nadszedł czas, gdy pan Dennis dał nam papiery do podpisania. Co prawda pan Felix powiedział mniej więcej, gdzie co jest, ale i tak dużo nie zapamiętałam z tego. Wiem gdzie stoi Chacco i gdzie jest budynek szkoły, ale nic poza tym.
- Mogłaś się choć trochę udzielać i okazać choć trochę emocji. – Powiedziała moja kochana matula, gdy wyszliśmy z biura.
- Nie zależy mi na opinii innych. – Rzuciłam krótko. – A teraz pomóżcie mi zanieść walizki i rozstańmy się w miarę przyjaznej atmosferze.
Skierowałam się do auta, ciągnąc Denzela za sobą, bo chciał obwąchiwać każdy przedmiot. Gdy byliśmy przy aucie mój ojciec otworzył auto, a ja otworzyłam bagażnik i chwyciłam jakieś w miarę lekkie pudło, czekając, aż oni wezmą pozostałe.
- Idź już do pokoju, przecież masz klucz. – Powiedział spokojnie mój tata.
- Nie wiem gdzie jest. – Odpowiedziałam krótko, odwracając wzrok od nich.
Moja matka prychnęła, a ja już chciałam coś odpowiedzieć, lecz ojciec rzucił do mnie coś w stylu ”daruj”.
W końcu, gdy zanieśliśmy wszystkie pakunki do mojego pokoju i rozstaliśmy się, odczułam spokój. Chociaż nie uchroniłam się od zgryźliwych komentarzy matki, na które zresztą również nie odpowiadałam miło. Ta kobieta umie tak doprowadzić człowieka do szału, jak mało kto.
Byłam totalnie zmęczona. Jedyne co chciałam dziś zrobić to spędzić cały dzień w łóżku, oglądając seriale. No ale mój idealny plan został zrujnowany tym, że muszę poruszać dzisiaj Chacca na lonży. Niechętnie zwlokłam się z łóżka. Wyszłam na korytarz, nie było żywej duszy. Na szczęście w rogu holu był automat z gorącymi napojami. Od razu zakupiłam sobie dużą kawę. Coś musiało mnie rozbudzić, jeżeli mam jeszcze porobić coś z koniem. Szłam spokojnie, analizując budynek. Właśnie miałam wyjść z budynku. No ale ktoś postanowił akurat w tym jebanym momencie do niego wejść. Wylałam na swoje nowe i czyste spodnie gorącą kawę. I to rozbudziło mnie bardziej niż kawa. Byłam wściekła, chciałam już coś mu powiedzieć, gdy ten przerwał mi:

Któryś z panów?

Wyjazd na zawody! #3

2 | dodaj
No to ten, witajcie!
Jak wiecie akademia już dwa razy wyjeżdżała na zawody. Więc wiecie jak mniej więcej to wygląda. Tylko, że wtedy miejsca zawodów były wyimaginowane, a tym razem nie będą. Pewnie znacie Morgan University. Tym razem zawody będą między uczniami z ADR i MU! No dobra, to idzie tak. Od dzisiaj macie 4 dni na zapisy. Ci którzy na 101% chcą brać w tym udział proszę się zgłaszać, pod postem najlepiej. Potem przez tydzień przesyłacie opowiadania, które mają limit; 1500, oczywiście można udoskonalać je zdjęciami, gifami. A potem przez tydzień głosujecie w ankietach. Tym razem nie będzie liczyła się ilość słów, tylko to kto najładniej napisze opowiadanie i to wy będziecie wybierać kto powinien wygrać. Każdy kto weźmie udział zdobędzie 150 punktów w rankingu, a ci którzy zajmą czołowe miejsce 350. Ten kto najlepiej wypadnie z uczniów ADR będzie miał podniesiony poziom zaawansowania od razu, a co za tym idzie możliwość posiadania kolejnego konia. Zawody odbędą się w Morgan University. Są to zawody WKKW, czyli ujeżdżenie, cross i skoki.
Okej, myślę, że to wszystko, jak coś to śmiało pytajcie.

Od Andy'ego CD Victorii

0 | dodaj
Chwyciłem maść od Victorii i przyjrzałem jej się krótko, po czym spojrzałem na dziewczynę.
- Ee, dziękuje. - Powiedziałem.
W sumie nie spodziewałem się jakiegokolwiek miłego gestu z jej strony. Chociaż nie dziwię się. Starałem się unikać rozmów, czy jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich. W sumie raczej nie miałem konkretnego powodu. Po prostu tak jakoś wyszło i tyle.
- Wow, chyba pierwszy raz słyszę od ciebie jakieś miłe słowo. - Rzuciła z obojętnym tonem.
- Daruj sobie, okej? - Odpowiedziałem i przewróciłem oczami.
Victoria wyciągnęła na biurko jakieś kartki i ołówki. Zacząłem przyglądać się jej pokojowi, gdy ona szukała czegoś tam jeszcze. Obok mnie leżał jakiś miecz, czy coś w tym stylu.
- Po co ci to tak w ogóle? - Zapytałem wskazując na przedmiot.
Victoria oderwała się od przeszukiwania swoich szuflad i spojrzała na ten miecz, czy co to tam.
- Nie interesuj się. - Rzuciła krótko.
Nie miałem zamiaru kontynuowanie tego tematu, nie chciała powiedzieć, więc nie naciskałem. W końcu nie potrzebowałem tej informacji jakoś specjalnie, zwykła ciekawość ludzka. Czekałem więc cierpliwie, aż znajdzie to co szuka, żebyśmy mogli zacząć ten projekt. Przyglądałem się jej, myśląc o niebieskich migdałach.
- Nie gap się tak na mnie.
Wzdychnąłem i przewróciłem oczami.
- Możemy zaczynać? - Spytałem.
- Chwilka. - Rzuciła oschle, po czym coś wyciągnęła i ostatecznie usiadła przy biurku. - Już.
- W końcu. - Rzuciłem zgryźliwie.
Victoria spojrzała na mnie groźnie, zmrużyła delikatnie oczy, ale nie powiedziała nic.
- Więc od czego zaczynamy? - Zaczęła Victoria.
- Nie wiem, myślałem, że ty zaczniesz.
Victoria spojrzała na mnie z przymrużonymi oczami.
- Ty też masz się do tego przyłożyć, wiesz?
- Nie mówiłem, że się nie przyłożę. - Odparłem spokojnie.
andy biersackNasz wzrok skrzyżował się. Victoria patrzyła na mnie zastanawiając się pewnie, czy może zmienić jeszcze partnera czy coś w tym stylu. Ja natomiast patrzałem na nią niewzruszonym i obojętnym wzrokiem czekając na jej ruch.
- Więc po co ci ten miecz? - Spytałem ponownie, chcąc przerwać tą "bitwę" na wzrok, po czym uśmiechnąłem się do niej, starając się by wyszło to w miarę naturalnie.

Victoria? Przepraszam, że musiałaś tyle czekać :< więcej się to nie powtórzy

Nowa uczennica!

0 | dodaj
Dzisiaj do Akademii Du Rouet dołączyła nowa uczennica! Powitajcie Adelaide.

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.